Znowu trzeba było się wcześnie budzić i tak już zostanie aż do końca mojego wyjazdu. Wcześnie czyli koło 6.00-6.30, bo już o 7.50 miałem pociąg do Pingyao.
Pingyao to miasto szczególne – jest chyba najlepiej zachowanym zespołem miejskim z czasów dynastii Ming i Qing. O ile w Europie czy Ameryce Łacińskiej dość łatwo znaleźć miasta z czasów średniowiecza (tu jak wiadomo tylko Europa) lub XVI czy XVII w., o tyle na pozostałych kontynentach ciężko o coś podobnego. O ile są zachowane starówki, to najczęściej poprzetykane nowszymi budowlami, które burzą architektoniczną spójność. Pingyao jest tu wyjątkiem na skalę Chin, a może i całej Azji. Pingyao miało szczęście, bo jest dość małe, przez co być może uniknęło zburzenia przez hunwejbinów podczas Rewolucji Kulturalnej, nie było też zniszczone podczas wojny z Japonią i wojny domowej. Na pewno sprawę ułatwiał fakt, że miasto było i jest do tej pory otoczone oryginalnymi potężnymi murami obronnymi jeszcze z czasów dynastii Ming.
Pingyao było finansowym centrum imperiów Ming i Qing, tu powstały pierwsze banki w Chinach, w tym słynny Rishengchang. W XIX w. instytucje Pingyao kontrolowały ponad połowę przepływu srebra w całym kraju. Wszystko to upadło wraz z upadkiem cesarstwa na początku XX w. i okresem watażków, który nastąpił chwilę później.
Dziś Pingyao to wspaniałe miejsce na parogodzinny spacer. W domach pamiętających często dynastię Ming umieszczone są sklepy, restauracje i sporo muzeów. Bilet wstępu kosztuje 125 jenów i uprawnia do bezpłatnego wstępu do większości, jeśli nie wszystkich, atrakcji na terenie miasta. Oczywiście dostępne do zwiedzania są domy (faktorie) bankierów i kupców. Warto też wstąpić do konfucjańskiej świątyni. Z ciekawostek – niemal każdy sklep oferuje tutejszy ocet winny, będący specjalnością Pingyao. Różnej wielkości pojemniki z tym płynem stoją praktycznie wszędzie.
Niestety przyjemność ze zwiedzania miasta zepsuł mi trochę deszcz. Na początku mżyło, ale potem deszcz zrobił się bardziej intensywny. Z jednej strony przez to było w Pingyao znacznie mniej turystów. Ale jednak, jak się już rozpogodziło, czułem dużo większą satysfakcję ze spaceru.
Po południu udałem się szybkim pociągiem do Xi’an i starczyło mi pary na zwiedzenie słynnych zabytków tego miasta:
Dzwonnicy,
Wieży Bębnowej, a nawet
Wielkiego Meczetu. Do tego ostatniego dostałem się nawet za darmo i wszedłem w porze modlitw. Meczet jest przepiękny, co mam nadzieję udało się uchwycić na zrobionych ukradkiem zdjęciach.