Wczoraj w Shark Bay po raz pierwszy spadła mi gorączka, a dzisiaj czułem się już znacznie lepiej. Jak na chorego spisałem się nieźle – w trzy dni przejechałem 3700 kilometrów, oglądając jeszcze po drodze to i owo. Nie planowałem tak szybkiego powrotu do Perth i dzięki temu mogłem wkomponować w wycieczkę dodatkowy element. Tym elementem była wspaniała formacja skalna Wave Rock, oddalona od Perth o jakieś 330 kilometrów. Po raz kolejny wstałem więc o 4.45 i ruszyłem w drogę. Droga na początku wiedzie przez gęste lasy, które w większości są chronione jako parki narodowe. Dalej rozpoczyna się Pas Pszeniczny, gigantyczne pola pszenicy (w mniejszym stopniu innych zbóż) ciągną się tu po horyzont. Co tu mówić o Polsce z maksymalnym limitem wielkości gospodarstwa ustawionym na 300 hektarów – w Australii średnio farmy mają (w zależności od źródła) 2800-4500 hektarów. Ogromne silosy mieszczą w sobie tysiące ton zboża.
Wreszcie dotarłem do celu podróży, czyli
Wave Rock, ogromnej formacji skalnej w kształcie fali. Zapłaciłem 15 AUD za wjazd, przeszedłem skałę w obie strony i odtrąbiłem odwrót. W drodze powrotnej zahaczyłem jeszcze o słone jezioro, nazwane lokalnie
Statues Lake.
Przed odlotem zdążyłem jeszcze zwiedzić
Fremantle Prison, będące częścią wpisu na listę UNESCO pt. „Australian Convict Sites”, tłumaczone nieco niezręcznie na polski jako „Australijskie miejsca zesłańców”. Więzienie Fremantle pochodzi z XIX w. i faktycznie na początku służyło jako jedno z miejsc zsyłki więźniów z Wielkiej Brytanii. Obecne wycieczki koncentrują się raczej na XX-wiecznej historii więzienia (zamknięto je w 1992 r.), która mnie średnio interesowała.
Starczyło mi jeszcze czasu na przejażdżkę po centrum Perth i tym razem z dwiema przesiadkami (w Singapurze i Atenach) wróciłem do domu.