Dziś wcale nie czułem się dużo lepiej, na szczęście dzień miał być nieco luźniejszy – tylko kilka godzin jazdy i zwiedzanie Melbourne. Kluczowym miejscem miał być
Royal Exhibition Building, miejsce wystawy światowej z 1880 r. Budynek jest okazały z zewnątrz, ale jeszcze ciekawszy w środku… cóż z tego, skoro przez cały tydzień był zamknięty dla zwiedzających. Postanowiłem się tam jednak udać i poszwendać dookoła. Trafiłem na dzień wręczenia dyplomów i masę ludzi w okolicznym parku świętujących z rodzinami zakończenie studiów. Prawdopodobnie dla najlepszych zorganizowano uroczyste wręczenie właśnie w Budynku Wystawy Królewskiej. Wszedłem na szczęście do środka do pierwszych barierek i rzuciłem okiem na ładne, XIX-wieczne wnętrze.
Nieopodal Budynku Wystawy Królewskiej znajduje się niepozorny, ale ogólnodostępny budynek
Victoria Trades Hall. Ten budynek od końca XIX w. do teraz służy za siedzibę australijskim związkom zawodowym i stowarzyszeniom robotniczym i (wraz z podobnymi budynkami w Belgii i Danii) w 2027 r. będzie kandydatem na listę UNESCO. Dzięki rodzącemu się ruchowi związkowemu mamy takie dobrodziejstwa jak 8-godzinny dzień pracy (którego pomnik znajduje się naprzeciwko budynku Victoria Trades Hall), wakacje czy równość płac kobiet i mężczyzn. W pełni kibicuję temu wpisowi.
Melbourne, jak wszystkie australijskie miasta, które widziałem, jest naprawdę bardzo ładne. Kolonialne budynki przeplatają się z nowoczesnym wieżowcami ze szkła i stali, a wszystko tonie w zieleni. Nie ma problemu z parkowaniem i nie jest ono specjalnie drogie, co w samochodocentrycznej Australii trochę dziwi. Podsumowując, Melbourne cieszy oczy i jest wzorem organizacji.