Korzystając z okazji pobytu w Kuala Lumpur (to już drugi raz w przeciągu ostatnich 4 miesięcy) postanowiłem zrobić sobie dłuższą przerwę. Przerwa uwzględniała nocleg na lotnisku i wypad do pobliskiej Indonezji, a to aby wyczyścić brakujące miejsce z listy UNESCO na Sumatrze.
Lotnisko w Kuala Lumpur jest dużym hubem przesiadkowym i daje sporo możliwości normalnego przespania się w hotelach kapsułowych. Liczyłem na pełną nockę, ale przez opóźnienia miałem tylko kilka godzin i za bardzo się nie wyspałem. A tu rano trzeba wstawać na lot do Padang.
W Indonezji miałem tylko 4 godziny – śmiesznie mało na ten kraj, ale wystarczająco, żeby zaliczyć wpis z listy UNESCO „Dziedzictwo węgla kamiennego w Ombilin koło Sawahlunto”. Mówię o zaliczeniu, bo aby zobaczyć kopalnie w samym Sawahlunto, trzeba przeznaczyć koło dwóch dni. No ale różnorakich kopalni widziałem w życiu wiele, nie sądzę, aby ta indonezyjska dodała cokolwiek istotnego do moich podróżniczych doświadczeń, więc zdecydowałem się na wizytę minimalną. Na szczęście w samym mieście Padang jest jeden komponent, który odwiedziłem.
W II poł XIX w. na tym terenie odkryto bogate i bardzo czyste złoża węgla kamiennego. Władający tym terenem Holendrzy szybko rozpoczęli eksploatację, która szczyt osiągnęła w czasach pokolonialnych, w latach 70-tych XX w. Jednak w 2002 kopalnię zamknięto.
W samym Padang znajdował się końcowy etap wydobycia węgla – magazyny oraz port, w którym ładowano surowiec, mający służyć umacnianiu potęgi kolonialnej Holandii. Magazyny zachowały się do dzisiaj i to właśnie je odwiedziłem. Choć nie było to tak bardzo proste – wejście było zamknięte i trzeba było prosić pracownika portu o otwarcie. Po kilkunastu minutach oczekiwania przyjechał robotnik, który za napiwek otworzył i oprowadził mnie po obiekcie.
Po powrocie do Kuala Lumpur nie wychodziłem nawet ze strefy tranzytowej, bo za 4 godziny miałem lot do Melbourne.