Geoblog.pl    stock    Podróże    Chiny po raz pierwszy    Szaolin i dziesięć tysięcy Buddów
Zwiń mapę
2026
10
wrz

Szaolin i dziesięć tysięcy Buddów

 
Chiny
Chiny, Luoyang
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 15616 km
 
Gdyby spytać przypadkowego przechodnia z czym mu się kojarzą Chiny, myślę, że w pierwszej dziesiątce skojarzeń byłoby kung fu* i klasztor Szaolin**. Szaolin to miejsce niezwykle zasłużone dla kultury popularnej i propagowania wiedzy o Chinach. A że jest wpisane na listę UNESCO (wraz z innymi klasztorami jako Dengfeng), musiałem je zobaczyć.

Plan na dzień był napięty, bo klasztor musiałem połączyć z grotami Longmen, o których później. Z relacji podróżników wiedziałem, że jest to wykonalne, jeśli masz zapewniony transport, a za taksówkę należy zapłacić około 500 yuanów. Bogaty w tę wiedzę zacząłem eksplorować sieć i znalazłem wycieczkę za 240 zł (a więc mniej niż 500 yuanów) z wliczonymi biletami wstępu do Szaolin i Longmen. Wydawało się to niezłą okazją, ale było obarczone pewnym ryzykiem – miałem podróżować z chińską grupą, ze wsparciem konsultantów zdalnych mówiących po angielsku.

Komunikacja rzeczywiście przebiegała dość sprawnie, a grupa była niesamowicie zorganizowana – mieliśmy wyruszyć o 7.45 i o tej właśnie godzinie wyruszyliśmy do Szaolin, przybywszy na miejsce 2 godziny później. Klasztor powstał pod koniec V w. n.e. i przez wiele stuleci w ogóle nie był kojarzony ze sztukami walki. W schyłkowym czasie dynastii Ming mnisi z Szaolin i innych klasztorów zaczęli tworzyć zbrojne oddziały wspomagające armię cesarską i stąd wzięła się legenda o nadzwyczajnych umiejętnościach mnichów z Szaolin. Klasztor był dwukrotnie poważnie zniszczony w XX w. (oczywiście i jego dosięgły łapska hunwejbinów podczas Rewolucji Kulturalnej), a dopiero po otwarciu Chin na świat w latach 80-tych został odrestaurowany i dziś przyciąga tłumy turystów z całego świata, chcące oglądać to legendarne miejsce i pokazy kung-fu.

Pokazy odbywają się cztery razy dziennie i trwają pół godziny. My zdążyliśmy na pierwszy i sala była nabita do granic możliwości. A sam występ… no cóż, mocno pod turystów i bardziej przypominał pokazy gimnastyczne niż pokazy sztuk walki. Grupa z Szaolin nigdy nie walczy na swoich pokazach. Oczywiście sztuczki typu wiszenie całego ciała na jednym grocie robią na wszystkich wrażenie.

Sam klasztor nie wywarł na mnie aż takiego efektu. Jest pięknie odrestaurowany i pomalowany, że aż bolą oczy – jednym słowem pachnie nowością. Najciekawszym miejscem był położony nieopodal las pagód – ten zdaje się przeżył historyczne zawirowania bez szwanku.

Z Szaolin udaliśmy się do grot Longmen znanych również jako Groty Dziesięciu Tysięcy Buddów. Po tej drugiej nazwie nie muszę już pisać, co można znaleźć w środku. Groty powstawały od V w. n.e. (czyli w tym samym, co widziane poprzednio przeze mnie groty Yungang), a posągów i płaskorzeźb Buddy naliczono się tam nie 10 tysięcy, a ponad 140 tysięcy! Groty są przepiękne, ale myślę, że raczej ustępują tym z Yungang. Tamte były pięknie pomalowane, te to przede wszystkim budowle wykute ze skały. Ale i tak zachwycają.

* Określenie kung fu oznacza „mistrzostwo w danej dziedzinie”, a sztuka walki uprawiania w Szaolin to wuszu, ale termin tak się zadomowił, że ciężko go nie używać.
**No dobra, wśród pokoleń Z, Ź i Ż być może tak nie jest. Filmy o kung-fu były popularne głównie w latach 70-tych i 80-tych.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (21)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
stock
Wojtek
zwiedził 61.5% świata (123 państwa)
Zasoby: 738 wpisów738 2930 komentarzy2930 8993 zdjęcia8993 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
04.09.2026 - 13.09.2026
 
 
28.06.2026 - 04.07.2026
 
 
06.03.2026 - 15.03.2026