Pierwsze dni po przylocie na wschód są na ogół ciężkie. Jest 24.00, próbujesz zasnąć, ale przecież w Polsce jest dopiero 18.00, zdecydowanie jeszcze nie pora na spanie. Sytuację ratuje fakt, że tego pierwszego dnia jesteś potężnie zmęczony po nocnym locie (choć tym razem udało mi się sporo czasu przespać, ale w pozycji dość niewygodnej). Tym razem udało mi się przespać niecałe 6 godzin, w sam raz, żeby nabrać sił na pierwszy dzień zwiedzania.
Plan na dzisiaj przewidywał zwiedzanie
Chengde, położonego w górach miasta w prowincji Hebei, godzinę drogi szybkim pociągiem od Pekinu. Chengde było znane jako letnia rezydencja cesarzy chińskich z dynastii Qong (tzw. mandżurskiej), która rządziła Chinami od XVII w. aż do upadku cesarstwa na początku XX w. Tak się składa, że Chengde jest położone na drodze wiodącej do Mandżurii, więc być może cesarzy ciągnęło do miejsca pochodzenia przodków. W Chengde jest latem dużo chłodniej, niż w Pekinie (nie odczułem tego dzisiaj, było ponad 30 stopni), stąd też cesarze zainwestowali sporo w ucieczkę przed upałem. Wybudowano tu liczne pałace, które wraz z okalającym je ogrodem są ponoć największą powierzchniowo rezydencją królewską na świecie. Same pałace uległy zniszczeniu podczas Rewolucji Kulturalnej, potem zostały częściowo odbudowane, ale dziś nie są szczególnie spektakularne (tym bardziej, że wnętrza są dostępne do oglądania tylko przez szybę). Ogród z licznymi stawami, świątyniami i pomniejszymi pałacami jest za to bardzo urokliwy. Chciałem się jeszcze dostać do jednej z okalających kompleks świątyń, ale po ponad godzinnym spacerze okazało się, że świątynia Purem jest zamknięta.
Dziś była sobota, więc przyjemność ze zwiedzania trochę popsuła obecność setek turystów (głównie Chińczyków, obcokrajowców widziałem tylko dwójkę). Zwiedzanie popsuł też trochę upał – zacząłem koło 9.00 w idealnej temperaturze, która wzrosła do ciężkich do wytrzymania wartości w południe. A, że miałem już w nogach parę kilometrów, byłem już pod koniec nieźle wyczerpany.
Do kompleksu pałacowego w Chengde dostałem się autobusem nr 69 z Chengdenan (stacja szybkiej kolei). W tamtą stronę pojechałem na gapę, nie mogąc zorientować się w płatności za autobus przez Alipay. Okazało się to bardzo proste, więc z powrotem zapłaciłem należne 3 yuany (1 zł 60 gr), co za ponad 40 min jazdy jest śmieszną wartością. Taksówka kosztuje jakieś 30 yuanów, więc też niedrogo. Dobrze, że zostawiłem plecak w hotelu, bo pewnie nieźle bym się spocił. Z kolei sam wstęp do kompleksu kosztuje jakieś 130 Yuanów (70 zł), a więc wcale nie bardzo tanio, tym bardziej, że chętni dopłacają jeszcze za autobus oraz łódkę. W ogóle w Chinach hotele, transport miejski i jedzenie są bardzo tanie, za to bilety wstępu oraz szybkie pociągi potrafią sporo kosztować. Wszystkie bilety pociągowe kupiłem wcześniej i wydałem za nie trochę ponad 1000 zł.