18 lat przemierzam świat wzdłuż, wszerz i w poprzek, ale nie miałem jeszcze okazji odwiedzić właściwych Chin. Ok, byłem w Makao, ale to Chiny bardzo nietypowe, sami Chińczycy traktują wyjazd tam jako wyjazd „zagraniczny”. Oczywiście apetyt na Chiny miałem już dawno, tym bardziej, że jest tam aż 60 miejsc z listy UNESCO, z czego prawie wszystkie są do zrobienia transportem publicznym, czyli bez wydawania milionów monet. Tyle miejsc z listy UNESCO to łakomy kąsek i przyszedł czas, aby je wreszcie zacząć zwiedzać. Do upragnionego 1000 brakuje mi obecnie 168 miejsc i liczę, że te chińskie pozwolą mi skompletować jakieś 30% brakującej liczby.
A więc spodziewajcie się, że w ciągu najbliższych 2-3 lat odwiedzę Chiny tak ze 4 razy. Mam nadzieję że do tego czasu Geoblog się poprawi na tyle, aby można było dodawać komentarze, a może i normalne mapy?
Trochę żałuję, że tak późno wybrałem się do Chin. Mówi się, że to nowy kraj co 10 lat (niektórzy twierdzą, że co 5) i z przyjemnością porównałbym Chiny obecne do tych z np. 2010 r. Będę mógł być może porównać Chiny z 2026 r. do tych z 2040, choć tak spektakularne zmiany, jak te w ostatnich 25 latach, już chyba nie nastąpią. Szybkie koleje rozwijają się tam nieprawdopodobnie dynamicznie i np. podróż z Xi’an do Gór Wudang, która w 2020 r. zajmowała 8h, dziś zajmuje nieco ponad godzinę(!). Ale nie wszędzie jeszcze dotarły i podczas mojej podróży odwiedzę jedno takie miejsce.
Siedzę obecnie w hotelu 100km od Pekinu. Dotarłem tam bez problemu kolejką i metrem i szybkim pociągiem. Przed hotelem trochę zamotania, bo okazało się, że szyld jest tylko w alfabecie chińskim. Ale się w końcu udało.
Dziś tylko jedno zdjęcie dla geoblogowych kociar.