Geoblog.pl    stock    Podróże    Rodzinnie po Uzbekistanie    W Taszkencie
Zwiń mapę
2026
04
lip

W Taszkencie

 
Uzbekistan
Uzbekistan, Taszkent
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 2169 km
 
Ostatni dzień przeznaczyliśmy w całości na Taszkent i jego najbliższe okolice. Rozpoczęliśmy od jednej z najbardziej niezwykłych budowli w Uzbekistanie, położonego około 50 km na wschód od miasta Heliokompleksu lub Wielkiego Pieca Solarnego. Jest to jedna z dwóch tego typu konstrukcji na świecie (druga jest we francuskich Pirenejach) i służy do generowania wybitnie wysokich temperatur tylko za pomocą skupiania promieni słonecznych w gigantycznym parabolicznym lustrze. Ten w Taszkencie jest w stanie wygenerować 3000 stopni Celsjusza i stopić praktycznie wszystko.

Taszkencki Heliokompleks został zbudowany w latach 80-tych XX w. i na początku służył celom militarnym. Obecnie jest wyłącznie instytutem naukowym i można go zwiedzać z przewodnikiem.

Nasza wycieczka trwała koło godziny i była niesamowicie ciekawa. Przewodnik pokazał nam między innymi znacznie mniejsze lustro (tak 1,5 metra średnicy), które jest w stanie wygenerować temperaturę 2600 stopni i zrobić dziurę w metalu czy cegle w ciągu jednej sekundy! I ten metal można trzymać gołą ręką pół metra dalej, bo tak wysoka temperatura jest niesamowicie skoncentrowana w jednym punkcie. Nawet ptaki przelatujące przez środek pieca mogą to robić bez przeszkód, pod warunkiem, że nie robią tego zbyt blisko samego środka – wtedy staną się błyskawicznie grillowanym kurczakiem. Nie wiedzieliśmy, że prostymi narzędziami można wygenerować aż tak wysokie temperatury. A można je wykorzystywać np. do ogrzewania wody, która dalej przez system rur ogrzewa szklarnie – w Heliokompleksie hodują więc warzywa przez cały rok. W Polsce słońce nie ma aż takiej mocy, jak tam, ale i tak spokojnie dałoby się utrzymać temperaturę w takiej domowej szklarence. Muszę niedługo zbadać, czym taki system różni się od stosowanych u nas powszechnie solarów.

Opuściliśmy Heliokompleks i zabraliśmy się za zwiedzanie właściwego Taszkentu. Plan na to miasto miałem jeden – zobaczyć wszystkie budynki, które już za trochę ponad dwa tygodnie zostaną wpisane na listę UNESCO jako „Modernistyczna architektura Taszkentu” (a wiem, że zostaną wpisane, bo dostały pozytywną rekomendację ICOMOS, co gwarantuje wpis; może się jedynie zmienić liczba wpisanych budynków). Taszkent przeżywał swoje najlepsze lata w latach 70-tych i 80-tych XX w., kiedy to był czwartym największym miastem Związku Radzieckiego. Właśnie tutaj pozwolono architektom rozwinąć wodze fantazji i powstało założenie urbanistyczne, które może nie dorównuje Brasilii, Czandigarh czy Islamabadowi, ale w krajach dawnego tzw. drugiego świata (dla niezorientowanych – kraje socjalistyczne związane z ZSRR, zaliczała się do nich również Polska) nie ma sobie równych.

ICOMOS rekomenduje wpisanie dziewięciu budynków w Taszkencie. Widzieliśmy je wszystkie, po kolei:

Bazar Chorsu – spora hala targowa, pełna ruchu nawet po 17.00. W środku trudno było wytrzymać z powodu mdłego zapachu mięsa – większość sprzedawców to rzeźnicy. Kopuła bazaru jest naprawdę ciekawa i warto tam wejść choćby na chwilę. Z zewnątrz też wygląda wspaniale, jak odwrócony uzbecki talerz.

Cyrk Państwowy – kolejna wielka kopuła, z zewnątrz nieco mniej ciekawa, niż Chorsu, ale niewątpliwie architektoniczna perełka. Wszedłem do środka, mimo że za chwilę zaczynało się przedstawienie, tłumacząc, że ja tylko chcę podziwiać architekturę. Podziałało! Sama kopuła w środku nie jest aż tak ciekawa, ale budynek zawiera ładne mozaiki, których nie ma Chorsu. Poza architekturą zabawny był widok kilkuletnich dzieci, które latały przyczepione do szelek kilkanaście metrów nad ziemią.

Pałac Przyjaźni Narodów – obecnie sala koncertowa. Ten był zamknięty, mogliśmy podziwiać tylko fasadę, która jest nietuzinkowa i przypomina piszczałki organów.

Pałac Sztuki albo Kino im. Aliszera Nawoja – bardzo zgrabny budynek (nie wiem czemu, ale rodzina się ze mną nie zgadzała), również zamknięty na cztery spusty.

Państwowe Muzeum Historii – też zamknięte, ale o bardzo eleganckiej fasadzie, wzorowanej na miejscowych strojach.

Centralna Hala Wystawowa Akademii Sztuk Pięknych – piękny budynek, „modernistyczny w formie, narodowy w treści” – najbardziej uzbecki ze wszystkich poddanych pod dyskusję budynków, fasada zdobiona kolorowymi malowanymi płytkami przypominającymi pokrycie licznych meczetów, madras i mauzoleów w kraju.

Stacja metra Kosmonavtlar – najbardziej ikoniczna stacja taszkenckiego metra. Weszliśmy bez płacenia za bilet (wymaga karty miejskiej, której nie chciało nam się wyrabiać), ponownie argumentując, że my tylko podziwiamy architekturę. Wspaniała aranżacja, człowiek rzeczywiście się może trochę poczuć jak w kosmosie.

Budynek „Żemczug” (Perła) – budynek mieszkalny, w którym (przynajmniej z zewnątrz) nie zastosowano żadnej ostrej krawędzi, wszystkie są zaokrąglone. Przy bliższym poznaniu nieco traci, bo wymaga dość gruntownej renowacji. Próbowałem wejść do środka, ale nie jest to proste, potrzeba jakiegoś mieszkańca, który nas wpuści, a tabliczki ostrzegają przed wchodzeniem i robieniem zdjęć.

Państwowe Muzeum Sztuki – dziwny, niepasujący do pozostałych budynek. Fasada wcale nie rzuca się w oczy i niespecjalnie wpisuje się w modernizm. Modernistyczne jest wnętrze, na które tylko rzuciłem okiem – muzeum jest zamknięte do renowacji co najmniej przez kolejny rok.

Ogólnie rzecz biorąc Taszkent bardzo pozytywnie nas zaskoczył. Miasto jest bardzo ładne, z szerokimi ulicami, starannie zaprojektowanymi i wykonanymi budynkami, z mnóstwem zieleni. Generalnie mam dobre zdanie o dużych miastach postsowieckich, a Taszkent nawet w tej kategorii pozytywnie się wyróżnia. Na plus jest to, że nawet w centrum miasta nie trzeba było płacić za parkowanie, ciasno było jedynie w pobliżu bazaru.

To już ostatni wpis z Uzbekistanu – kraju, który koniec końców zaskoczył nas bardzo pozytywnie. W Azji Centralnej z pewnością wyróżnia się jako najciekawsze kulturowo państwo, w dodatku mocno zróżnicowane przyrodniczo. Jest całkiem tanio, w tydzień (nie licząc przygody ze zgubionymi tablicami) wydałem na 4 osoby koło 5000 zł. Nie da się ukryć, że po pewnym czasie uzbeckie zabytki są w dużej mierze powtarzalne w stylu, ale rekompensuje to właśnie przyroda. Na minus należy przypisać irytujące doliczanie 3% wartości rachunku przy płatności kartą i zatrzęsienie fotoradarów (złapał mnie, inshallah, tylko jeden, ale i tak za przekroczenie prędkości o 14 km/h muszę zapłacić ponad 140 zł). Mimo wszystko jednak kraj bardzo nam się podobał, a przy bezpośrednim połączeniu z Warszawy to świetne miejsce na krótszy i dłuższy wypad.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (21)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
stock
Wojtek
zwiedził 61.5% świata (123 państwa)
Zasoby: 728 wpisów728 2930 komentarzy2930 8872 zdjęcia8872 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
28.06.2026 - 04.07.2026
 
 
06.03.2026 - 15.03.2026
 
 
18.01.2026 - 25.01.2026