Geoblog.pl    stock    Podróże    Rodzinnie po Uzbekistanie    Znów w Azji Centralnej
Zwiń mapę
2026
29
cze

Znów w Azji Centralnej

 
Uzbekistan
Uzbekistan, Navoi
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
Dawno mnie tu nie było, co nie oznacza, że podróżniczo próżnowałem. Od ostatniej opisanej podróży byłem za granicą cztery razy – w Danii, Czechach, Portugalii z Hiszpanią oraz Boliwii. W Hiszpanii udało mi się skompletować wszystkie miejsca z listy UNESCO, co jest wykonalnym, ale dość skomplikowanym logistycznie przedsięwzięciem. Boliwię warto by było tu opisać (nigdy wcześniej nie przeżyłem takiego zróżnicowania krajobrazów w tak krótkim czasie), ale byłem trochę zniechęcony brakiem postępu w Geoblogu. Teraz z nieoficjalnych źródeł wiadomo, że coś się może w tej ostatniej sprawie ruszyć, ale uwierzę dopiero jak zobaczę. Oczywiście trzymam kciuki za rozwój portalu, z którym jestem związany już ponad 16 lat!

Jeszcze niedawno pisałem na Geoblogu, że mam dość Azji Centralnej i szybko tam nie wrócę. Wytrzymałem trochę ponad rok, a zwyciężyły trochę względy oszczędnościowe. Mieliśmy już kupione bilety do Taszkentu na sylwestra 2024/2025, ale z uwagi na mój wypadek musieliśmy tę podróż odwołać (do tej pory bujam się z Turkish Airlines z właściwym wykorzystaniem tych środków, może to kiedyś opiszę). W styczniu pojawiła się promocja LOT na loty do Taszkentu, zahaczające o okres wakacyjny. Nie wahając się długo kupiłem bilety dla całej rodziny, płacąc zaledwie 5700 zł za 4 osoby – świetna cena za ten kierunek.

Wylecieliśmy tuż po zakończeniu roku szkolnego, w sobotę 27 czerwca. Już dawno nie widziałem takich kolejek na Okęciu, aby przejść odprawę paszportową trzeba było czekać ponad pół godziny. Niektórzy podróżujący mieli stres, żeby po nadaniu bagażu zdążyć do samolotu do Turcji czy Egiptu.

Rzadko kiedy komentuję sam przelot, ale tym razem chyba warto. Ponad 6 godzin lotu w wąskim kadłubie to sama w sobie żadna przyjemność, a tu, niestety, LOT nie do końca stanął na wysokości zadania. Podali wprawdzie posiłek, ale czekali chyba z godzinę żeby zebrać tacki. Trochę wstyd.

Po przylocie wszystko jednak poszło gładko. Dość długo staliśmy do okienek paszportowych i potem jeszcze chwilę po wynajęte auto, ale koniec końców w mniej niż półtorej godziny byliśmy już w hotelu.

Następnego dnia rozpoczęliśmy długą drogę na zachód. Zaczęło się niewinnie, od dobrej jakości drogi z Taszkentu pod granicę z Kazachstanem, ale dalej było coraz gorzej – droga robiła się często słabej jakości, a w dodatku co chwila były jakieś fotoradary. Żaden nas (mam nadzieję) nie złapał, ale wymagało to ode mnie ciągłej czujności, tym bardziej, że policji w Uzbekistanie też jest sporo.

Po jakichś 4 godzinach dotarliśmy jednak do pierwszego miejsca, starożytnej tamy Abdulchan Bandi. Założę się, że nikt z Was nie słyszał o tym miejscu (ja wcześniej też nie), a chyba trochę niesłusznie. Tama jest jedną z nielicznych pozostałości rozległych prac hydro inżynieryjnych, zleconych przez władcę Buchary Abdullacha II z dynastii Szejbanidów, co oznacza, że była wybudowana jeszcze pod koniec XVI w.! A mówimy o konstrukcji mierzącej jakieś 85 metrów! Nie ma problemu z dotarciem do tamy, ale jest położona w części Uzbekistanu, do której rzadko kto dociera.

Znacznie bardziej dostępne jest drugie ze zwiedzonych w niedzielę miejsc, petroglify Sarmiszsaj. Petroglify są położone niecałą godzinę drogi od sporego miasta Nawoj, co czyni je całkiem łatwo dostępnymi, tym bardziej, że droga jest dobra. Petroglify są naprawdę świetne, a piszę to mając świadomość, że widzieliśmy małą część z nich. Większość pochodzi z epoki brązu (od 30 do 9 stulecia p.n.e.) i są naprawdę wspaniałej jakości. Samo miejsce jest dopiero dostosowywane do turystów – biegnie tu dobra droga, jest wybetonowana ścieżka, ale inną infrastrukturę dopiero budują. Trzeba więc pamiętać o zabraniu dużej ilości wody – przy 40 stopniach było to szczególnie widoczne. Petroglify przedstawiają standardowe rzeczy – sporo ludzi i zwierząt, zarówno hodowlanych, jak i dzikich. Oprócz tego można niestety zobaczyć inskrypcje wykonane znacznie później, niektóre z nich pewnie kilkanaście-kilkadziesiąt lat temu, nazywane obecnie graffiti. Miejsce powinno być znacznie bardziej chronione, co rząd Uzbekistanu zdaje się właśnie poprawiać.

Jadąc do petroglifów musieliśmy uiścić bilet wstępu do parku, ale po wszystkich formalnościach strażnik zaczął do nas machać. Okazało się, że gdzieś po drodze zgubiliśmy tylną tablicę rejestracyjną i według jego słów to jest duży problem. I rzeczywiście, napisałem do wypożyczalni i okazało się, że w Uzbekistanie nie można jeździć autem bez tablicy pod groźbą kary. Spaliśmy w Nawoju, więc trzeba było wzywać lawetę na 450-kilometrową podróż do Taszkentu. Mógłbym próbować jeździć udając głupa, ale to by było mocno ryzykowne – w Uzbekistanie kontroli policyjnych jest zatrzęsienie, a mi zostało jeszcze ponad 2 tys. kilometrów. Na szczęście wypożyczalnia zorganizowała dość drogą (550 dolarów) lawetę, która miała mi odebrać wybrakowane auto i przywieźć nowy samochód następnego dnia wieczorem. Prawdopodobnie uda mi się uzyskać te środki od ubezpieczyciela.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Komentarze (0)
DODAJ KOMENTARZ
 
stock
Wojtek
zwiedził 61% świata (122 państwa)
Zasoby: 724 wpisy724 2930 komentarzy2930 8794 zdjęcia8794 0 plików multimedialnych0
 
Moje podróżewięcej
28.06.2026 - 29.06.2026
 
 
06.03.2026 - 15.03.2026
 
 
18.01.2026 - 25.01.2026