Dzień był mocno intensywny, trzeba więc było wstać przed świtem, a o świcie wyruszać. Dzięki dyscyplinie udało się jeszcze przed południem dotrzeć do przedkolumbijskiego miasta
Quirigua. Quirigua jest znacznie mniejsza niż bardziej znane miasta Majów, ale została zasłużenie wpisana na listę UNESCO już w 1981 r. Powodem, dla którego warto Quiriguę odwiedzić, są wspaniałe rzeźbione stele, prawdopodobnie najbardziej kunsztowne i najlepiej zachowane rzeźby ze wszystkich majańskich ruin w Mezoameryce. Miejsce można spokojnie obejść w godzinę i mimo zniszczeń powodowanych przez huragany należy docenić wysiłki restauracyjne zarządzających. Trawa jest króciutka, pomosty w idealnym stanie, a rzeźby jak spod igły.
Spędziłem w Centralnej Ameryce już 4 dni i nie mogłem narzekać na tłumy, turystów zagranicznych było jak na lekarstwo. To wszystko zmieniło się diametralnie, gdy dojechałem do
Antigua Guatemala, starej stolicy Gwatemali i najbardziej turystycznego miejsca w tym kraju. W Antigua Guatemala turystów były tłumy, mimo że starówka jest całkiem spora, ciężko było zrobić zdjęcia bez ludzi. Trzeba przyznać, że jest co oglądać, budynki są na ogół ładnie odnowione, a w nich można znaleźć wszystko, czego potrzebuje gringo – bary, restauracje, hotele, masaże, biura turystyczne itd. Antigua Guatemala była kiedyś centrum religijnym, ale ten aspekt został ewidentnie zubożony – kościołów jest wprawdzie dużo, ale większość jest zupełnie zrujnowana i można podziwiać tylko ich fasady. Mimo wszystko miejsce się broni i nic dziwnego, że jest tak popularne wśród turystów. Choć nie powiem, z przyjemnością uciekłem do miejsc bardziej niszowych, a takich tłumów nie widziałem już więcej aż do końca podróży.