Wbrew tytułowi notki z Salwadoru nie poleciałem wcale do Hondurasu, ale do stolicy Gwatemali. Tam wypożyczyłem auto i przebiłem się przez miasto na północ. Jazda po Ciudad de Guatemala jest ciężka - z powodu słabych oznaczeń łatwo się pomylić, sam dwa razy prawie wjechałem na drogę jednokierunkową. W końcu się jednak udało i wyjechałem na szeroką, ale bardzo krętą drogę na wschód kraju. Pierwsze wrażenia z Gwatemali miałem dobre, sprawiała wrażenie bardziej rozwiniętej niż Salwador. Drogi jednak pozostawiają sporo do życzenia, a trochę nimi przejechałem.
Plan na dziś przewidywał jazdę do granicy z Hondurasem, zostawienie tam samochodu, przekroczenie granicy pieszo i złapanie taksówki do Copán, oddalonego zaledwie o 12 km. Dojechałem do granicy i przetestowałem, że nikt tam w nic nie wnika (poza 3 USD opłaty serwisowej w Hondurasie), więc postanowiłem zaryzykować i zamiast zostawiać auto, pojechałem nim w głąb Hondurasu. Teoretycznie złamałem warunki wynajmu, ale ubezpieczenie OC pojazdu działało – na Honduras trzeba było po prostu wykupić dodatkowo kartę transgraniczną za 50 USD. Ja miałem być w Hondurasie nie więcej niż 2h, więc ryzyko przygody było małe.
Po jakichś 15 minutach dotarłem do
Copán, jednego z najważniejszych stanowisk archeologicznych ery Majów i atrakcji numer 1 całego Hondurasu. Tym, co odróżnia Copán od innych miejsc Majów, są świetnie zachowane stele, jak również znane na cały świat Schody Hieroglifów – długie na 21 metrów i szerokie na 10 schody pokryte pismem Majów, opisującym dzieje miasta i jego władców. Samo miasto nie jest tak duże, jak choćby Calakmul, Palenque czy Tikal, ale ewidentnie pasuje do niego stwierdzenie o przewadze jakości nad ilością. Struktury są dobrze zachowane, posągi przepiękne, a całość ubarwiają krzyki ar żółtoskrzydłych, które można poobserwować zadzierając trochę głowę. Koniecznie trzeba zwiedzić tamtejsze muzeum z repliką Świątyni Rosalila, gdzie odtworzono oryginalne kolory ścian.
Opuściłem Honduras równie sprawnie, jak do niego wjechałem, tym razem bez 3 USD opłaty serwisowej. Do Hondurasu z pewnością kiedyś wrócę, bo nie wyczyściłem tamtejszej listy UNESCO. Drugi wpis, Rezerwat Biosfery Rio Platano, jest jednym z najtrudniejszych do odwiedzenia miejsc z listy w całej Ameryce Łacińskiej. Można się tam dostać, ale wymaga to logistyki i kilku dni, które na obecnym etapie wolę wykorzystać bardziej efektywnie. Tym razem krótki wypad udał się wyjątkowo dobrze, na wyjeździe autem zaoszczędziłem sporo czasu, który był potrzebny później. Tym bardziej, że dalsza droga na północ wiodła przez szutrowe górskie ścieżki, ze średnią prędkością nieprzekraczającą 20 km/h. Ostatecznie do miejsca spania dotarłem już po zmroku, czego na zatłoczonych gwatemalskich drogach chciałem uniknąć.