Wspaniale było wyspać się w łóżeczku w prawie luksusowym hotelu (a co tam, wrzucę nawet zdjęcie pokoju) mając świadomość, że to ostatnia taka noc przez najbliższych kilka dni. Dziś czekał nas najluźniejszy dzień turnusu – wyjazd o 11.00, zakupy na targu i 4h jazdy do Darwazy, gdzie mieliśmy spać. Jazda nie należała do najprzyjemniejszych, ale po takim wypoczynku było ok.
Darwaza to wielki krater, powstały podczas odwiertów gazu ziemnego w centrum Turkmenistanu. Ziemia się zapadła, płytkie złoże podpalono. Ogień zaczął buchać i sądzono, że w tydzień się wypali. Czekamy już 54 lata i jeszcze się nie wypalił, choć intensywność ognia jest znacznie mniejsza, niż przed kilkunastoma laty. Kiedyś Darwaza stanowiła problem i chciano ją ugasić, dziś problemem jest to, że się za szybko wypala.
I rzeczywiście, krater w dzień wygląda mizernie. Co innego w nocy – łunę widać podobno z co najmniej kilkunastu kilometrów, a z bliska jest bardzo fotogeniczna. Skorzystaliśmy z tego, robiąc sobie długaśną sesję zdjęciową wieczorem. Smartfonowe próbki prezentuję w załączeniu.