Geoblog.pl    stock    Podróże    Krótki wypad do Bułgarii    Podróże w „nowej normalności”
Zwiń mapę
2020
18
wrz

Podróże w „nowej normalności”

 
Bułgaria
Bułgaria, Monaster Rylski
POPRZEDNIPOWRÓT DO LISTYNASTĘPNY
Przejechano 0 km
 
Witam czytelników po sporej przerwie. W ostatnim wpisie sprzed sześciu miesięcy pisałem, że COVID na szczęście nie pokrzyżował nam za bardzo planów podróżniczych. Przez pół roku trochę się jednak zmieniło – oczywiście na gorsze, ale i tak póki co za bardzo nie możemy narzekać. Nasz przesunięty z marca lot do Libanu został odwołany, ale Liban jest na tyle blisko, że zawsze będzie go można w miarę sprawnie zobaczyć. O ile (odpukać) nie wybuchnie tam jakaś wojna, ale mam nadzieję, że Libańczycy są na tyle przystosowani do swojego dziwnego status quo, że nie przyjdzie im do głowy walczyć między sobą.

W kwietniu, zmęczony lockdownem, ruszyłem za to na większe zakupy. Jeszcze nie zdradzę, co kupiłem, ale jedną z tych podróży już musiałem odpuścić. Według planów trzy dni temu wróciłbym z Karaibów, upolowawszy niesamowicie tani tzw. double decker. Double decker w języku łowców okazji to bilet typu Warszawa – Pekin – Warszawa – Nowy Jork – Warszawa. Czyli wracamy do miejsca startu i lecimy jeszcze raz, czasem po długiej przerwie od pierwotnego lotu. Moja karaibska podróż była w zasadzie do zrobienia, ale nie chciałem tracić: a) pieniędzy na doloty do Paryża i obowiązkowe testy covidowe na Martynikę/Gwadelupę, b) urlopu na siedzenie sobie na tych dwóch wyspach, bo większość pozostałych krajów na Karaibach jest dla turystów zamknięta. Odpuściłem więc i mam nadzieję w całości odzyskać pieniądze.

Jak nie można daleko, trzeba wybrać się gdzieś bliżej. I tak w sierpniu spędziliśmy weekend w Czechach, zachłystując się niemalże „starą normalnością” – nikt tam nie nosił masek nawet w zamkniętych pomieszczeniach i w ogóle można było odnieść wrażenie, że wirusa nie ma. Obecnie sprawa wygląda tam zgoła inaczej i naprawdę się cieszę, że się tak pięknie wstrzeliliśmy.

Kolejny sierpniowy weekend spędziłem już samodzielnie w Wielkiej Brytanii. Tam restrykcji było znacznie więcej, wszystkie bilety trzeba było rezerwować z wyprzedzeniem i w ogóle czuło się powiew absurdu – nawet do gigantycznego parku Studley wpuszczali z rezerwacją internetową, a raz zdarzyło mi się, że mijany na chodniku starszy pan zaczął się panicznie cofać i domagać się, abym dał mu większą przestrzeń na minięcie się. Mieszkający tam znajomi dodali kilka innych absurdów, m.in. taki, że kwarantanną można się nie przejmować, bo policja z powodu braku środków i tak nie ma pieniędzy na sprawdzanie nikogo. Ten kraj czeka upadek, i to na własne życzenie.

W Wielkiej Brytanii miałem małe święto – celebrowałem moje 400. miejsce z listy UNESCO, którym było nie byle co, bo legendarne Stonehenge. Tym samym awansowałem do pierwszej dziesiątki polskich podróżników* z największą liczbą miejsc z tej listy. Ostatnia setka zajęła mi półtora roku i mam nadzieję, że nie później niż za kolejne półtora będę świętował pół tysiąca zwiedzonych miejsc.


* Opieram się na ogólnodostępnych danych w Internecie, nie można wykluczyć, że znajdą się podróżnicy, którzy zwiedzili więcej, ale się tym nie chwalą.

_______________


Po tym przydługim wstępie czas na właściwy opis podróży. Na Bułgarię padło właściwie przypadkiem – do końca września musiałem odebrać w pracy jeden dzień wolny i jeszcze dwa tygodnie wcześniej nie wiedziałem, gdzie się wybierzemy. Bułgaria nadawała się idealnie, bo a) nie ma prawie restrykcji covidowych, b) LOT oferował tanie bilety w całkiem dobrych godzinach, c) ma dużo miejsc z listy UNESCO możliwych do zobaczenia w przedłużony weekend.

„Nowa normalność” ma swoje plusy - Bułgaria jest naprawdę bardzo tania, szczególnie poza sezonem – 4-gwiazdkowy hotel dla czterech osób można było znaleźć za mniej niż 200 zł, a wynajem nowiutkiej Hondy Civic na 4 dni kosztował mnie zaledwie 220 zł. W pełnym komforcie z Sofii pojechaliśmy na południe, mijając miasto o wzbudzającej wesołość u dzieci swojsko brzmiącej nazwie Dupnica. Zwiedzanie rozpoczęliśmy bardzo mocno – naszym pierwszym przystankiem był Monaster Rylski, zdaniem wielu atrakcja numer jeden całej Bułgarii. W pełni zgadzamy się z tą oceną, monaster to zdecydowanie zabytek klasy światowej, malowniczo położony i bardzo fotogeniczny. Dla Bułgarów to odpowiednik naszej Jasnej Góry, zarówno w wymiarze religijnym, jak i narodowym. W odróżnieniu jednak od Częstochowy, która miała znaczenie w przepędzeniu Szwedów tylko na kartach Sienkiewicza, Monaster Rylski był prawdziwym ośrodkiem ruchu oporu przeciw Turkom i centrum odrodzenia narodowego.

Monaster był założony już w X w., ale najstarszy budynek pochodzi z XIV w., a główny kompleks z XIX w. Główną świątynią jest piękna Cerkiew Świętej Bogurodzicy, ale chyba po raz pierwszy większe wrażenie zrobiły na mnie budynki klasztorne, szczególnie kunsztowne połączenie drewna z murem.

Potem pojechaliśmy dalej na południe, zwiedzając krótko wpisany na listę UNESCO Park Narodowy Pirin. Wieczór spędziliśmy w znanym kurorcie narciarskim Bansko, o tej porze bez narciarzy i z niewieloma turystami. Dzieci były wniebowzięte mając hotelowy kryty basen tylko dla siebie.
 
POPRZEDNI
POWRÓT DO LISTY
NASTĘPNY
 
Zdjęcia (14)
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
  • zdjęcie
Komentarze (9)
DODAJ KOMENTARZ
mamaMa
mamaMa - 2020-09-23 16:28
I już są z powrotem!

Bułgaria to świetny pomysł, od dawna mam ochotę na eksplorację tego kraju. A podróżowanie w czasach pandemii może być uciążliwe, ale ma też i swoje dobre strony. W tylu miejscach byliśmy sami - baseny, termy, muzea. System rezerwowania biletów to gwarancja, że nie będzie tłumów, czyli sama przyjemność. A niedawno w pewnym hotelu przyjaciółka stwierdziła, że zakładanie maseczek przy bufecie mogłoby pozostać na stałe - łatwo sobie wyobrazić co się dzieje, gdy śniadaniowi goście pokasłują pochylając się nad bufetem. Loriot powiedział, że w sytuacjach kryzysowych głupcy szukają winnych, a mądrzy - dobrych rozwiązań:)
 
stock
stock - 2020-09-23 16:57
Podoba mi się ostatnie zdanie! Gdyby jeszcze więcej krajów było otwartych i nie było bzdurnych ograniczeń (np. loty w Polsce, ale nie czarterowe), dałoby się wytrzymać z tym całym covidem.
 
genek
genek - 2020-09-24 20:26
powiało optymizmem. Karaibów we wrześniu nie ma co żałować. Ciekawym ile osób na świecie ma więcej niż 1000 unesec?
 
stock
stock - 2020-09-24 20:51
Oficjalnie ponoć Bill Altaffer ma ponad 1000, ale raczej 'trochę' przekłamuje. Jakieś cztery osoby mają ponad 900, z czego Iain Jackson, którego miałem przyjemność poznać, niestety już pośmiertnie.

Karaiby bym chętnie zrobił nawet we wrześniu, ale jak będą w pełni otwarte. Czyli pewnie po szczepionce, jeśli ta w ogóle powstanie.
 
marianka
marianka - 2020-09-28 19:30
Szkoda podróży odwołanych, ale w pełni popieram szukanie mądrych rozwiązań dla podróżowania w tym dziwnym czasie :) Nam np. udało się zobaczyć prawie zupełnie nie zatłoczone Santorini - czułam się całkiem luksusowo ;)

No i przede wszystkim gratuluję UNESCOwego wyczynu! Zresztą nawet wczoraj dodając naszą ostatnią podróż do nomadmanii rzucił mi się w oczy badge na Twoim profilu - brawo!!!
 
stock
stock - 2020-09-28 21:15
Wyspy greckie to był jeden z najlepszych kierunków tego lata. I jedna z nielicznych okazji, żeby zobaczyć Santorini bez tłumów :)

A te badge to niezły pomysł, tylko ile ja siedziałem, żeby wszystkie drogi i tunele poprawnie dodać. A Ty masz ich nawet więcej!
 
sestian
sestian - 2020-10-02 09:36
Gratuluję 400! Brawo! jesteś na dobrej drodze, by wyprzedzić rekordzistów :) Kiedyś widziałem ofertę biura podróży, które za chyba jakieś 2 miliony zł oferowało odwiedzenie prawie 1000 obiektów. Na skutek konfliktów nie gwarantowało kilku. U Ciebie jest 400 zatem... na chwilę będziesz milionerem ;)
 
stock
stock - 2020-10-02 10:07
A to ciekawe, to polska oferta? Kojarzyłem zagraniczną za milion funtów, gdzie obiecywali wszystkie obiekty. Co ciekawe, na liście jest z 50 bardzo drogich obiektów, ale pozostałe są do zrobienia za dużo niższą cenę.

A 400 jest do zrobienia nawet w samej Zachodniej Europie, i to może kosztować bardzo niewiele.
 
zula
zula - 2020-10-02 19:58
Gratuluję 400 i pierwszej 10 !
Czasy wyjątkowe więc i podróże bardzo dziwne.
Czytam o Czechach i braku przestrzegania zasad a ...dzisiaj mamy tam stan "wyjątkowy".
Trudny czas...
 
 
stock
Wojtek
zwiedził 38.5% świata (77 państw)
Zasoby: 505 wpisów505 2036 komentarzy2036 5850 zdjęć5850 0 plików multimedialnych0