Pierwszy raz w Chinach okazał się nadzwyczaj udany. Zobaczyłem wszystko, co chciałem, nie napotykając po drodze żadnych poważniejszych problemów. W 8 pełnych dni zwiedziłem 12 miejsc z listy UNESCO, podwyższając swoją statystykę do 844. Na dodatek, wszystko wyszło całkiem tanio – nie licząc dolotu na miejscu wydałem niecałe 3 tysiące złotych – z czego 1 tysiąc to pociągi, 2 tys. pozostałe wydatki.
Kraj jest niesamowicie dobrze zorganizowany – niby wiedziałem, że jest porządek, ale i tak rzeczywistość przerosła moje oczekiwania. Pociągi przyjeżdżały o czasie (poza jednym wyjątkiem z godzinnym opóźnieniem zwykłego pośpiesznego). Wszędzie jest bardzo bezpiecznie. Oczywiście są niedociągnięcia – na przykład obok niektórych dworców kolei dużych prędkości nie ma w ogóle barów czy restauracji.
Na pociąg nie potrzeba okazywać biletów – wszystko odbywa się na zasadzie pokazania dowodu/paszportu. To samo zresztą z atrakcjami turystycznymi, choć jak ktoś kupi bilet w kasie, najczęściej może go pokazać na bramce. Bardzo dobrze działa komunikacja miejska, choć raz w Datongu nie dało się dodać wirtualnej karty autobusowej do Alipay, bo system wymuszał nr chińskiego dowodu tożsamości. Wszędzie płaci się Alipay lub Wechat (ten ostatni działał różnie, Alipay nigdy nie zawiódł), nawet za bułki w sklepie.
Dziękuję wszystkim za uwagę i do następnego – powrócę do Chin już w listopadzie, razem z jeszcze jednym krajem.